Pewnego roku na początku XV wieku źle się zaczęło dziać w nadbużańskiej wsi Mielnik. Najpierw zaczęło ginąć bydło, potem młode dziewczęta, w końcu nawet dzieci. Szybko zrozumiano, że nad rzeką zamieszkał złośliwy utopiec. Miał on być duchem mnicha, który przybył tutaj kilka lat temu, zakochał się w miejscowej rusałce. Ta, po kilkudniowym burzliwym romansie, rusałczym zwyczajem utopiła kochanka w rzece.
W dniu św. Trójcy 1852 roku pewna kobieta z Tokar, imieniem Eufrozyna, zbierała na polu szczaw. Nagle stanęła przed nią jakaś nieznajoma, która oznajmiła, że dzień święty jest od modlitwy, a nie od pracy, i że Eufrozyna powinna iść do proboszcza, by prosić o wybaczenie. Kobieta tak zrobiła, ponieważ nie miała wątpliwości, że oto objawiła się jej Matka Boska ze swoim przekazem.