W czasach gdy w okolicy szalała epidemia cholery, na granicy Podzwierzyńca i Woli znajdowało się miejsce, gdzie znoszono zmarłych. Mieszkańcy często obserwowali czarnego konia z rozwianą grzywą, który biegał po wsi z ognistymi oczami. Gdy prychnął na któryś dom, tam atakowała choroba, nie szczędząc żadnego z domowników.
Droga wiodąca przez Dębina była dość ruchliwa. Szczególnie często ciągnęły nią wozy wiozące zboże z okolicznych pól do młyna. W pewnym jednak miejscy, gdzie droga gwałtownie zakręcała, miały miejsce nadzwyczajne zdarzenia: